Discussion:
[pr][Lubuskie] Czy nasze torowiska odżyją po... kolei?
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Andrzej Klauza
2008-04-29 09:13:45 UTC
Permalink
Czy nasze torowiska odżyją po... kolei?

Inwestorzy chcą budować bocznice, gminy uruchamiać przewozy turystyczne.
Niestety w wielu miejscach odtworzenie kolejowych tras jest już niemożliwe.

Na nieczynne od lat tory w Zielonej Górze wyjechała... drezyna. Kolejarze są
zadowoleni - gdy ktoś jeździ po nieczynnych torach złomiarze mniej chętnie
je demontują.

- Zresztą na podobne inicjatywy patrzymy życzliwym okiem, nam także przecież
zależy na tym, aby to, co przez lata nam służyło, nie zmarnowało się - mówi
Alicja Grochowiak, dyrektorka lubuskiego zakładu linii kolejowych

Chcą przejąć most

Grochowiak jednym tchem wymienia kolejne niebanalne propozycje wykorzystania
torowisk. I tak Gubin chciałby przywrócić do łask nieużywaną linię i stary
most kolejowy. Jest on bliżej nowej strefy przemysłowej i jego
wykorzystaniem byliby zainteresowani inwestorzy. Gmina gotowa jest przejąć
linię.

- Widać zresztą ożywienie w gospodarce, gdyż coraz częściej firmy sondują u
nas jaka jest szansa doprowadzenia do nich bocznic - dodaje Grochowiak.

Trwają wyceny nieczynnej od lat linii łączącej Nową Sól ze Świętnem. To z
kolei z myślą o wykorzystaniu turystycznym. Główną atrakcja byłby zabytkowy
most w Stanach. Do tego planu zamierza przyłączyć się Kożuchów. Chociaż
tutaj pojawił się jeszcze jeden pomysł - poprowadzenie po nasypie ścieżek
rowerowych, które spięłyby z sobą gminy Wzgórz Dalkowskich.

Sporo na torach dzieje się także z inicjatywy euroregionu. Oto niemieccy
partnerzy chętnie widzieliby połączenie Cottbus z Zieloną Górą oraz z
Żaganiem i Nową Solą. W tej chwili dopracowywana jest koncepcja.


Już od czterech lat


A co ze ścieżkami rowerowymi na nasypach?
- Dziwię się dlaczego linią łączącą Stary Raduszec z Łęknicą nikt nie jest
zainteresowany - dodaje Grochowiak. - Przepiękna trasa niedaleko granicy...

Burmistrz Łęknicy Jan Bieniarz nie kryje irytacji słysząc podobne opinie.
Wraz z kolegami z Trzebiela, Lubska, Jasienia od czterech lat walczy o
uzyskanie nasypu, którym pobiegłaby właśnie rowerowa ścieżka. Niedawno
kolejny już raz był u nich przedstawiciel poznańskiej kolejowej dyrekcji. I
ponownie usłyszeli, że już wkrótce. Może do końca przyszłego roku...

- Przecież to co się dzieje woła o pomstę do nieba - mówi burmistrz. - Już
nie mówię nawet o torach, czy tłuczniu. Ale rozkopywany jest sam nasypy.
Jeszcze trochę, a po linii kolejowej nie pozostanie nawet ślad. To samo
dzieje się na przykład z naszym mostem kolejowym.

Dariusz Chajewski
Andrzej Klauza
2008-04-29 10:10:28 UTC
Permalink
Post by Andrzej Klauza
Czy nasze torowiska odżyją po... kolei?
Gazeta Lubuska 26.04.2008r.

Drezyna i żuk wrócą na tory

Młodzi zielonogórzanie podejmują próbę ożywienia miejskiego torowiska.

Raz, dwa! Raz, dwa! Góra, dół! Góra, dół - napędzana siłą ludzkich mięśni
drezyna ruszyła w dół od ul. Wiśniowej do al. Zjednoczenia.

Przez trzynaście lat licząca pół wieku maszyna stała w krzakach, przyspawana
do torów nieopodal dworca PKP. I pewnie nie ruszyłaby z miejsca przez
następne dziesięciolecia, gdyby nie grupa zapaleńców. Kilkunastu
zielonogórzan, którzy mają różne zainteresowania, wykształcenie, rodziny,
połączyło jedno - miłość do niekonwencjonalnego spędzania wolnego czasu i
nieszablonowe pomysły.

Rozruch trwał od wtorku

To właśnie dzięki tej grupie puste od lat tory w sobotę i niedzielę ożyją.
Na 1,5-kilometrowym odcinku, biegnącym przez wiadukt nad al. Wojska
Polskiego każdy, kto tylko będzie chciał, może się przejechać za symboliczną
opłatą. Cały dochód z imprezy zostanie przekazany na dzieci, którymi
opiekuje się stowarzyszenie Damy Radę.

- Czy my jesteśmy zapaleńcami czy napaleńcami? - zastanawia się głośno jeden
ze współorganizatorów akcji Leszek Sierżęga. Po chwili sam sobie odpowiada z
uśmiechem. - My jesteśmy napaleni na drezyny i zapaleni do akcji.

Rozruch starego pojazdu, przejętego od kolei, trwał od wtorku. Drezyna na
torach radziła sobie świetnie. W sobotę i niedzielę jednak wyjedzie na
wiadukt nie tylko ta ręcznie napędzana maszyna. Także wóz, który jest
połączeniem... żuka z maluchem. - To nasza wspólna robota - dodaje z dumą
Robert Żak. - Mieści 12 osób. Przejażdżka nią, to nie lada frajda.

Nazwę drezyna wymyślił od swego nazwiska niemiecki wynalazca Karl Drais.
Zastosował ją do skonstruowanej przez siebie maszyny biegowej. Z czasem
znaczenie słowa zmieniło się i dziś dotyczy pojazdów poruszających się po
szynach. Co ciekawe, Czesi mieli drezyny na bazie Skody, Rosjanie z
przebudowanych mikrobusów UAZ 450.

Po prostu rewelacja

Nie lada frajda, którą miłośnicy drezyn mają jeżdżąc po opuszczonych i
zapomnianych torowiskach. Wiele tras w regionie już objechali. Teraz
postawili sobie ambitny cel - ożywić zielonogórskie tory. - Aż żal, żeby
taki potencjał się marnował. A jeszcze gorzej by się stało, gdyby tory
zostały zlikwidowane. A jaki problem, wzdłuż nich zrobić ścieżkę rowerową? -
Żak wymownym gestem pokazuje szyny przecinające centrum miasta.

Właśnie ta weekendowa akcja ma być początkiem zmian. Wskazówką dla włodarzy
miasta pokazującą, jakie możliwości kryje w sobie torowisko. Co ważne, grupa
działa całkowicie legalnie. Ma pozwolenie od PKP. Także dlatego, że
miłośnicy drezyn... odstraszają złomiarzy. - My takie przejażdżki urządzamy
sobie dosyć często - uśmiecha się Jarosław Matujzo. - Niedziela, świeże
powietrze, słoneczko, piwko - po prostu rewelacja.

Dominik Górniak dorzuca z entuzjazmem: - Szczególnie ciekawe są fragmenty ze
starymi mostami, poniemieckimi wiaduktami. W wielu miejscowościach, na
zapomnianych od lat dworcach, robimy furorę. Czemu tak samo nie może być u
nas...

Artur Matyszczyk
Micha³ Marcinowicz
2008-05-03 08:03:08 UTC
Permalink
M³odzi zielonogórzanie podejmuj± próbê o¿ywienia miejskiego torowiska.
Raz, dwa! Raz, dwa! Góra, dó³! Góra, dó³ - napêdzana si³± ludzkich miê¶ni
drezyna ruszy³a w dó³ od ul. Wi¶niowej do al. Zjednoczenia.
Chodzi o zielonogórskie pozosta³o¶ci linii szprotawskiej ? Czy tam którego¶
poranka nie zdemontowali wiaduktu nad któr±¶ ulic± ?

Mick M.
Micha³ Marcinowicz
2008-05-03 08:05:59 UTC
Permalink
Post by Andrzej Klauza
Grochowiak jednym tchem wymienia kolejne niebanalne propozycje
wykorzystania
Post by Andrzej Klauza
torowisk. I tak Gubin chcia³by przywróciæ do ³ask nieu¿ywan± liniê i stary
most kolejowy. Jest on bli¿ej nowej strefy przemys³owej i jego
wykorzystaniem byliby zainteresowani inwestorzy. Gmina gotowa jest przej±æ
liniê.
- Widaæ zreszt± o¿ywienie w gospodarce, gdy¿ coraz czê¶ciej firmy sonduj±
u
Post by Andrzej Klauza
nas jaka jest szansa doprowadzenia do nich bocznic - dodaje Grochowiak.
Ciekawe ile by³o pytañ o rozebrane doszczêtnie linie dziêki zaniedbaniom PKP
? Np. £êknica ?

Ciekawym by³ poznaæ tak± listê chêci inwestorów...

Mick M.
Andrzej Klauza
2008-05-03 09:00:04 UTC
Permalink
Ciekawe ile było pytań o rozebrane doszczętnie linie dzięki zaniedbaniom
PKP
? Np. Łęknica ?
Ciekawym był poznać taką listę chęci inwestorów...
Tutaj są linki do artykułów. Pod artykułami jest kilka komentarzy w tym
temacie.

http://tnij.org/szprotawka

http://tnij.org/a44j

--
AK
mł.maszynista
2008-05-03 09:37:59 UTC
Permalink
Życzył bym sobie i wszystkim aby wiele lini kolejowych wróciło do użytku a
można wiele wozić np. z budowa dróg turystów itd. mł.maszynista z Lok,Nysa
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Andrzej Klauza
2008-05-19 15:05:00 UTC
Permalink
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080510/TYGODNIK_ZIELONOGORSKI/150837330&SearchID=73318161142013

Zielonogórskie tory teraz umrą po kolei

Inicjatywa miłośników drezyn miała pokazać, jak duże możliwości turystyczne
ma miasto. Za sprawą jednego człowieka, zakończyła się chryją.

Nie milkną echa imprezy, która dwa tygodnie temu odbyła się na torach
biegnących po wiadukcie nad al. Wojska Polskiego. Przypomnijmy, kilkunastu
miłośników drezyn zafundowało zielonogórzanom przejażdżkę zabytkowymi
pojazdami, za symboliczną opłatą.

Dochód z przedsięwzięcia trafił na rzecz chorych dzieci, którymi opiekuje
się stowarzyszenie Damy Radę. Zabawy było mnóstwo. Szczególnie radowały się
maluchy. Przecież takiej frajdy jeszcze nie miały. I wszystko pewnie byłoby
w porządku, gdyby... Na drugi dzień po imprezie rozpoczęły się kłopoty
organizatorów.

Czy impreza była legalna?

Na stół prezydenta miasta a także do redakcji "GL" trafił list Mieczysława
Bonisławskiego. Czytamy w nim m.in.: "Całe przedsięwzięcie odbyło się wbrew
obowiązującemu prawu i przeciw wszelkim normom bezpieczeństwa. Złamano
przepisy dotyczące organizowania kwest i zbiórek na cele charytatywne.

Organizatorzy nie zapewnili odpowiednich środków bezpieczeństwa. Nie było
osób przeszkolonych do obsługi pojazdu szynowego przewożącego osoby.
Przedsięwzięcie nie dość, że nielegalne, stwarzało zagrożenie zdrowia i
życia dzieci, przewożonych bez właściwej opieki".

Treść listu przewinęła się przez większość regionalnych mediów.
Organizatorzy na zarzuty odpowiedzieli niemal natychmiast. - Akcja była w
pełni legalna. Zarzucanie nam zbiórki publicznej bez zezwolenia, co
całkowite nieporozumienie, nawet oszczerstwo. Akcja nie miała takiego
charakteru. Drobne kwoty stanowiły zapłatę za wyświadczoną usługę
rekreacyjną - tłumaczy w imieniu organizatorów Piotr Żak.

Łącznie Zieloną Górę przecina ponad 8 km torów. Z różnych przyczyn jednak
niewiele z tego nadaje się do użytku.

Część torów rozebrali złomiarze. Niektóre fragmenty zlikwidowali prywatni
właściciele poszczególnych fragmentów. Pojeździć można jeszcze na
1,5-kilometrowym odcinku od wiaduktu nad al. Wojska Polskiego w kierunku 1
Maja oraz na pół kilometra krótszym od. al. Zjednoczenia do dworca PKP.

Rodzice się zgadzali


Zdaniem organizatorów insynuacją był też zarzut rzekomego narażania
uczestników na utratę zdrowia i życia. - Czy zatem rodzice, którzy
zafundowali pociechom przejazd, ryzykowały ich życiem? Bardzo śmiała teza.
Pan Bonisławski nie zauważył, że dzieci woziliśmy wyłącznie za zgodą, a w
większości przypadków pod opieką rodziców, także zabieranych na "pokład" -
dodaje P. Żak.

I tak za sprawą oświadczeń, listów i wzajemnych oskarżeń obie strony
rozpętały prawdziwą wojnę na słowa. Kto w nich ma rację? Wydaje się, że nie
to w tym zamieszaniu jest najważniejsze. - Naszym celem było pokazanie, jak
zapomniane tory można wykorzystać. Przecież to ogromny potencjał miasta.
Potencjał zmarnowany - zauważa Bartłomiej Żak.

- Zarobek nawet nam do głowy nie przyszedł. Tylko dobro biednych dzieci.
Takie reakcje, jak pana Bonisławskiego podcinają skrzydła. Bo równie dobrze
tak podchodząc do sprawy, możnaby zakazać przelotów samolotowych nad
lotniskiem w Przylepie. No bo co będzie, gdy maszyna runie na ludzi?


Piłeczka po stronie miasta


Miłośnicy drezyn nie kryją żalu. Myślą o kolejnych przejażdżkach. Ale już
nie w Zielonej Górze. - My naprawdę mamy gdzie jeździć. Są odcinki 20, nawet
30-kilometrowe. I zapomniane dworce, na których ludzie przyjmują nas z
otwartymi ramionami - dodaje B. Żak.

Czy ten żal pasjonatów kolei przyczyni się do śmierci zielonogórskiego
torowiska? Oni sami, na gorąco nie silą się na deklaracje czy szumne
zapowiedzi. Chórem jednak odpowiadają, spoglądając w kierunku Ratusza: -
Teraz piłeczka jest po stronie władz miasta.

Jak zagrają urzędnicy? Wiele wskazuje na to, że z żalem pasjonatów czy też
bez, torowiska umrą. Śmiercią naturalną.


Szynobus? A gdzie tam!


Prezydent Janusz Kubicki brał pod uwagę możliwość uruchomienia miejskiego
szynobusu. Pomysł jednak nie wypalił. Nowy pojazd zaburzyłby dotychczasową
komunikację. Na domiar złego część wiaduktów rozebrano. Ich odtworzenie
byłoby zbyt kosztowne.

- W dokumentach planistycznych, które w tej chwili powstają tereny przyległe
do torowisk są przeznaczone pod szeroko pojętą rekreację. Będą tam więc
tereny zielone, ciągi pieszych głównie przeznaczone na spacery dla
mieszkańców. Miejsca na wykorzystanie torów prawdopodobnie zabraknie. -
opowiada szef prezydenckiego gabinetu Tomasz Nesterowicz.

I dodaje, że zarówno doprowadzenie torowisk do użytku, jak i budowa na nich
terenów rekreacyjnych - to przedsięwzięcia kosztowne. - Ale to drugie będzie
z większą korzyścią dla społeczeństwa - kończy Nesterowicz.


Niezwykła historia wozów


Zielonogórscy miłośnicy przejażdżek szynowych poruszają się dwoma pojazdami.
Oba mają niezwykła historię. Oto one:



a.. drezyna z napędem ręcznym - maszyna, którą pasjonaci dostali dzięki
Polskim Liniom Kolejowym. Stała przez lata, jako eksponat, na torach przy
budynku dyrekcji. Odmalowali ją i wskrzesili. Gdyby nie oni, pewnie już
nigdy by nie ruszyła

a.. tzw. spalinówka - połączenie żuka z maluchem, który jeździ po torach.
Własnoręcznie miłośnicy drezyn skonstruowali pojazd, który oprócz tego, że
prezentowała "GL", pojawił się także w Teleexpressie. Mieści w sumie 12
osób.

Artur Matyszczyk

Kontynuuj czytanie narkive:
Loading...